niedziela, 2 marca 2014

masakra

Ten weekend był epicki, może troszkę przeceniłam swoje możliwości, ale było zajebiście. Nie polecam alko-chińczyka i tequili z tesco za 4 dychy, obrzydlistwo. Zdecydowanie. Generalnie poszliśmy spać o 5, a wstaliśmy o 11. Wiecie jak się czuję? Gniot ze mnie. Spaliśmy w 3 osoby na ciasnym łóżku z czego oczywiście musiałam się przytulać w nocy, bo mnie wcisnęli w środek. No a jak! Dobrze, że reszta spała gdzie indziej. Głupio tak w nocy przytulać się do chłopaka, którego widzi się drugi raz w życiu na oczy. Takie okoliczności zmuszają nas do spotkania no!

A jutro szkoła - elegancko jak cholera. Robię geografię i mam ochotę coś narysować, ale i tak nie wiem co. Nie mogę się doczekać aż będę ledwo wstawać do szkoły.

wtorek, 25 lutego 2014

damn

Nie wiem, tyle się porobiło i w sumie nie mam pojęcia jak poukładać swoje życie.
Nie wiem co lepsze - siedzenie cicho i udawanie, że nic się nie stało i jest wszystko ok czy powiedzenie wszystkiego wprost? Ta druga opcja (mimo wszystko) jest lepsza, ale w pewnych sytuacjach pierwsza opcja nie wydawałaby się taka głupia. Wolę chyba żyć w niepewności, bo to czego się dowiedziałam rozwaliło mnie na łopatki. Jeszcze kilka rozmów/sprzeczek po drodze jak zwykle dodały mi chęci do życia! Tak! Super! Wszystko idzie zgodnie z moim planem. Próbuje kogoś wymazać z głowy, to ta osoba pisze mi takie rzeczy, że no nie da rady. Cholera.

Dziadek do mnie dzwonił. Żebym do brata pojechała. A no bardzo kurwa chętnie. Siedzę u niego i jest bardzo dobrze, chociaż z niecierpliwością czekam na sobotę. Tak. Będzie się działo. Idealne zakończenie ferii zimowych, chociaż żałuję, że już się kończą. Nie chce wracać do tej pojebanej szkoły. Wcale mi jej nie brakuje.

środa, 5 lutego 2014

co mam tu do zaoferowania?

Nic. Tak jak w poprzednich blogach - możesz sobie poczytać moje wypociny, które z wiekiem stały się jeszcze gorszą paplaniną, niż gdy miałam 12 lat - to właśnie wtedy powstał mój pierwszy blog. Mimo 3 letniego (prawie 4-ero) doświadczenia z masą blogów tak naprawdę nic się nie zmieniło.

Dlaczego znowu blog?
Gdybym sama znała odpowiedź na to pytanie byłoby cudownie. Ta rutyna pisania zawsze wraca. Nie ważne czy to jest kwestia dnia, miesiąca czy roku. To po prostu siedzi gdzieś tam i czeka aż zmiękniesz.

Zaczynając od czegoś lekkiego, powiem że już w sobotę idę na kurs przygotowawczy do Liceum, do którego mam zamiar składać papiery. Jest to Liceum Plastyczne, jakby to nie było wiadome. Będę jeździć po szkole co piątek do dziadków, żeby w sobotę o 8 zapieprzać na zajęcia, które zaczynają się o 9 i kończą o 14. 45 minut lekcji historii sztuki i reszta praktyki. Adiós Legionowo!

Btw. muszę w końcu zapisać się na siłownię.